Siedząc dalej przed chatą usłyszałyśmy przez otwarte okno jednej z izb rozmowę dwóch osób:
- "Zacz kto ?"
- "Błazen."
-"Wielki mąż!"
-"Wielki bo w błazeńskiej szacie; wielki, bo wam z oczu zszedł, błaznów coraz więcej macie, nieomal błazeńskie wiece; Salve, bracie!"
Zaciekawione zajrzałyśmy ukradkiem przez okno i zobaczyłyśmy Dziennikarza rozmawiającego z tajemniczym gościem ubranym w strój błazna. Nie chciałyśmy zostać zauważone, dlatego oddaliłyśmy się trochę i zaczęłyśmy się przysłuchiwać.
Dziennikarz żalił się, że coraz mniej ludzi chce działać w sprawach narodowych i że brakuje mu powoli pomysłów na odzyskanie niepodległości. Stwierdza, że pisze artykuły, które są "usypiające" dla społeczeństwa. Błazen widząc rozpacz Dziennikarza uważa tą rozmowę za spowiedź i obwinia go, że zamiast działać ciągle narzeka i użala się nad błędami przodków. Oskarża mężczyznę, że sam pogrąża naród w żałobie i marazmie zamiast podnosić go na duchu i uświadamiać o jego potędze. Dziennikarz żałuje, że jego praca porywa polaków do walki ale usypia ich w bezczynności.
Na tym rozmowa się kończy i słyszymy jak ktoś wychodzi z izby...

